środa, 15 lipca 2015

2. Trwajaca Historia...


02.09.2015r. – 5:42

 

Jeszcze przed otworzeniem się drzwi usłyszałam:

- Czy to nie będzie dla niej zbyt nagłe?

- Nie, kochanie zaufaj mi… - ten głos przyprawił mnie o dreszcze.

           Drzwi otworzyły się na oścież. Zszokowana spojrzałam na osoby stojące tam, była to moja mama oraz jej nowy chłopak. Byłam świadoma tego, że po tych wszystkich kłótniach z ojcem mama będzie chciała sobie kogoś znaleźć. Nie myślałam jednak, że będzie to ktoś… Taki!

           Mężczyzna stojący obok mojej matki był od niej dużo wyższy. Ubrany w czarny garnitur, stał z poważną minął. Miał bladą skórę i czarne włosy oraz oczy. Patrząc na niego czułam nagłą wzrastającą wściekłość. Myślałam sobie: ‘Nie! To nie może być on! Nie może być jej nowym facetem!’ Byłam tak wściekła, że wstałam z łóżka. Może i wyglądało to dziwnie, ale ja się tym nie przejmowałam.

- Córciu – zaczęła niepewnie mama. – To jest mój narzeczony.

- Słucham!? – wrzasnęłam i podeszłam do nich szybkim krokiem. – On nie może być twoim facetem, a co dopiero narzeczonym! – wskazałam na niego palcem i spojrzałam wrogo. On uśmiechnął się delikatnie, ale czułam, że gdzieś tam, gdzieś w głębi siebie drwi ze mnie. Myślałam, że zaraz wyszczerzy swoje kły w podłym uśmiechu i zacznie się tak dziwnie śmiać. Tak jak Joker z tej bajeczki o Batmanie. Mama była chyba smutna, jej mina była taka jak moja kiedy miałam cztery latka i wyleciał mi balonik z ręki, a może nawet bardziej zawiedziona niż moja. Mężczyzna objął ją i uśmiechnął się do niej.

- Kochanie, może jej wszystko wyjaśnimy? Nie ma sensu tego dłużej  przetrzymywać! – był raczej zadowolony z tego, że wyprowadził mnie z równowagi samym swoim wejściem na mój teren. Ja byłam coraz bardziej wściekła, a ta złość wzrastała coraz bardziej kiedy na mnie spojrzał swoim ”dorosłym”, i poważnym wzrokiem.

- Wy sobie ze mnie żartujecie tak!? – uśmiechnęłam się niedowierzając, że to się dzieje naprawdę. Nienawiścią obdarowuję niewielu ludzi i coś czuję, że on do nich dołączy.

”Chce zacząć wojnę ze mną?” – myślałam sobie – ”No to będzie miał wojnę! Gratuluje mu odwagi…Współczuje głupoty!”- w mojej głowie mnożyły się plany jak pokazać mu, że nie jest mile widziany w tej rodzinie. Niektóre były niegroźne, ale inne mogły zagrozić jego życiu z czego byłam bardzo zadowolona…. ”Boshe, jaka ja jestem nienormalna!” –  pomyślałam – ”Ale w sumie to chyba dobrze, że zdaje sobie z tego sprawę…”. Usiedliśmy u mnie na łóżku. Tata trzymał mamę za ręce.

- Taresha… - powiedziała mama. – jesteś już dużą dziewczynką i powinnaś zrozumieć parę ważnych rzeczy… Takich jak to, że z twoim biologicznym tatą już się nie kochamy… Jeżeli będziesz chciała z nim zostać to proszę bardzo, ale możesz też iść ze mną i...

- Iść? Gdzie? Wyprowadzasz się!? – byłam tak zaskoczona decyzją mamy, że złość która była we mnie wyparowała, została jednak zastąpiona smutkiem.

- Spokojnie… Oczywiście będziesz mogła się do nas wprowadzić kiedy tylko będziesz chciała! – zapewnił mnie … nowy pseudo tata? Nie byłam tym ani trochę zachwycona, jednak miałam zamiar uszanować zdanie mamy. Odkąd zaczęły się te kłótnie mama cały czas płakała, złościła się i denerwował. Teraz będzie mogła się uspokoić i zrelaksować. Co prawda te wszystkie kłótnie były przez tatę. Go jako pierwszego znienawidziłam. Potem przez tatę musiałam zerwać z chłopakiem, a ich kłótnie doprowadzały mnie coraz bardziej do szału. Nie miałam więc najmniejszej ochoty zostawać z tatą w domu do mojej osiemnastki. No i musiałam oczywiście pokazać temu facetowi mamy, że go nie lubię. Musiałam z nimi zamieszkać, innego wyjścia nie było - według mnie - ale nie teraz.

- U mnie w domu będziesz zawsze mile widziana – powiedział mężczyzna. Wstał i podał mi rękę. Ja skrzywiłam się, odchrząknęłam i spojrzałam się na mamę.

- Chcesz coś powiedzieć? – kiwnęłam twierdząco głową na pytanie mamy.

- Zatem cię słuchamy – mężczyzna spojrzał się na mnie uradowany tym, że sprawa –według niego- została wyjaśniona.

- Żebyście sobie nie myśleli za dużo, bo ja nic nie zdążyłam na ten temat powiedzieć….

Po pierwsze: Mogłaś mi wcześniej powiedzieć mamo, że już kogoś sobie znalazłaś. Może wtedy zaakceptowałabym zaistniałą sytuację.

Po drugie: raczej nie zamierzam z wami na razie zamieszkać, ponieważ nie akceptuję twojego nowego faceta. Nie zamierzam go zaakceptować dopóki nie pokaże mi, że nic ci przy nim nie grozi i, że jest odpowiednim typem na twojego narzeczonego. Na wasz ślub raczej też nie zamierzam przychodzić. Przepraszam mamo...

 

Skończony monolog został uczczony przez mamę strumykiem łez. Wybiegła z mojego pokoju, a jej facet spojrzał na mnie złowrogo i pobiegł za mamą. Byłam oczywiście zła na siebie bo nie chciałam zasmucać mamy. Jednak nie zamierzałam zmieniać zdania. Byłam mimo wszystko. dumna z siebie, że się nie poddałam. Może to i z mojej strony nie było właściwe zachowanie, ale przynajmniej będę wiedziała, że do podjęcia tej decyzji się nie zmuszałam.

 

 

******

 

           Dzień minął mi dosyć zwyczajnie. Lekcje w szkole, przerwy spędzone z przyjaciółkami, plotki szkolne o chłopakach. Wszystko było wspaniale!

Ale…. Zawsze musi być jakieś „ale”… Może nikt tego nie chce ale bez tego „ale” byłoby zbyt idealnie. Otrzymałam telefon z pracy. (W poprzednim poście dowiadujemy się o jej pracy. Dop.aut.) Nie byłam zadowolona. Bo musiałam zerwać się z lekcji. Czego nie lubiłam. Podniosłam rękę i zgłosiłam nauczycielowi, że źle się czuję i potrzebuje iść do pielęgniarki. Przed wejściem do gabinetu pielęgniarki połknęłam tabletki powodujące wymioty, które dostajemy z pracy aby zrywać się z lekcji. Zabójcy to w większości młode osoby.

U pielęgniarki mówiłam, że się źle czuję i po chwili zwymiotowałam. Pielęgniarka napisała mi usprawiedliwienie i mogłam wyjść ze szkoły.

Wychodząc zobaczyłam moje przyjaciółki.

- Saphie, Jessi, a wy co tutaj robicie? – zapytałam szczęśliwa.

- Dostałyśmy wezwanie, ty też? – odpowiedziała Jess.

- No! – Byłam bardzo zadowolona. Bo oznaczało to, że będziemy ze sobą współpracować.

- No i super! – stwierdziła Saphie. Myślę, że była tak samo jak ja uradowana z tej sytuacji. Poszłyśmy do budynku naszej Gildii… Mafii… czy jak kto tam woli to nazywać! Nasza grupa nie jest ukrywana. Nikt nie wie o tym co robimy. Ludzie z zewnątrz myślą, że jesteśmy firmą tworzącą leki i inne takie. Jest tak tylko w jednej piętnastej. To piętnaście dzieli się na tyle samo sektorów. Nasza ”Firma” współpracuje z instytutem jakimśtam. A ten instytut z kolei zajmuje u nas aż pięć sektorów! Niektórzy pracownicy robią dla niego (instytutu dop.aut.) za króliki doświadczalne. Ja także robiłam tak jak byłam młodsza. A potem jeden z lepszych pracowników Firmy zainteresował się mną i mnie wytrenował. Potem pojechałam Do Shashiny miasta w którym odbywają się testy na dany rodzaj pracownika. Z początku chciałam być, Karsha, albo Torsha, ale mój nauczyciel stwierdził, że ja nadaje się na Syanka. Podjęłam się testu na Syanka i zdałam! Byłam dumna z siebie! Ot moja krótka historia. O tym jak dowiedziałam się o ”Firmie” i kto mnie wkręcił opowiem innym razem.

 

     Wjechałyśmy na trzynaste piętro budynku. Prosto do Lidera. Szefa wszystkich Szefów, tego który jest tu najsilniejszy i jest głową tej całej wielkiej ”rodziny”. Poinformował on nas, że ogłoszenie na misję która była zamieszczona na naszej stronce internetowej zostało już przyjęte przez niego. Te misję chciał on przydzielić nam.

Szczere uśmiechy wykwitły na naszych twarzach. Ale….

 

 

                                                              C.D.N…

 

 

 

 Rozdział raczej krótszy.... Podobał się?

Liczę na może jakiś komentarz. Bo historia dopiero się rospoczyna…

Bądźcie cierpliwi! Zapraszam do dalszego czytania!

 

1 komentarz:

  1. Krótki!!! Chcę więcej!!!
    Co się stanie dalej?! Cem wiedzieć jako pierwszy!
    Baj de łej.... Czyżbyś nareszcie zrobiłaś użytek ze swojego brudnopisu?
    Będę czekał na ciąg dalszy! XD

    OdpowiedzUsuń