02.09.2015r. – 5:42
Jeszcze przed otworzeniem się drzwi
usłyszałam:
- Czy to nie będzie dla niej zbyt
nagłe?
- Nie, kochanie zaufaj mi… - ten
głos przyprawił mnie o dreszcze.
Drzwi otworzyły się na oścież.
Zszokowana spojrzałam na osoby stojące tam, była to moja mama oraz jej nowy
chłopak. Byłam świadoma tego, że po tych wszystkich kłótniach z ojcem mama
będzie chciała sobie kogoś znaleźć. Nie myślałam jednak, że będzie to ktoś…
Taki!
Mężczyzna stojący obok mojej matki
był od niej dużo wyższy. Ubrany w czarny garnitur, stał z poważną minął. Miał
bladą skórę i czarne włosy oraz oczy. Patrząc na niego czułam nagłą wzrastającą
wściekłość. Myślałam sobie: ‘Nie! To nie może być on! Nie może być jej nowym
facetem!’ Byłam tak wściekła, że wstałam z łóżka. Może i wyglądało to dziwnie,
ale ja się tym nie przejmowałam.
- Córciu – zaczęła niepewnie mama.
– To jest mój narzeczony.
- Słucham!? – wrzasnęłam i
podeszłam do nich szybkim krokiem. – On nie może być twoim facetem, a co
dopiero narzeczonym! – wskazałam na niego palcem i spojrzałam wrogo. On
uśmiechnął się delikatnie, ale czułam, że gdzieś tam, gdzieś w głębi siebie
drwi ze mnie. Myślałam, że zaraz wyszczerzy swoje kły w podłym uśmiechu i
zacznie się tak dziwnie śmiać. Tak jak Joker z tej bajeczki o Batmanie. Mama
była chyba smutna, jej mina była taka jak moja kiedy miałam cztery latka i
wyleciał mi balonik z ręki, a może nawet bardziej zawiedziona niż moja.
Mężczyzna objął ją i uśmiechnął się do niej.
- Kochanie, może jej wszystko
wyjaśnimy? Nie ma sensu tego dłużej
przetrzymywać! – był raczej zadowolony z tego, że wyprowadził mnie z
równowagi samym swoim wejściem na mój teren. Ja byłam coraz bardziej wściekła,
a ta złość wzrastała coraz bardziej kiedy na mnie spojrzał swoim ”dorosłym”, i
poważnym wzrokiem.
- Wy sobie ze mnie żartujecie tak!?
– uśmiechnęłam się niedowierzając, że to się dzieje naprawdę. Nienawiścią
obdarowuję niewielu ludzi i coś czuję, że on do nich dołączy.
”Chce zacząć wojnę ze mną?” –
myślałam sobie – ”No to będzie miał wojnę! Gratuluje mu odwagi…Współczuje
głupoty!”- w mojej głowie mnożyły się plany jak pokazać mu, że nie jest mile
widziany w tej rodzinie. Niektóre były niegroźne, ale inne mogły zagrozić jego
życiu z czego byłam bardzo zadowolona…. ”Boshe, jaka ja jestem nienormalna!”
– pomyślałam – ”Ale w sumie to chyba
dobrze, że zdaje sobie z tego sprawę…”. Usiedliśmy u mnie na łóżku. Tata
trzymał mamę za ręce.
- Taresha… - powiedziała mama. –
jesteś już dużą dziewczynką i powinnaś zrozumieć parę ważnych rzeczy… Takich
jak to, że z twoim biologicznym tatą już się nie kochamy… Jeżeli będziesz
chciała z nim zostać to proszę bardzo, ale możesz też iść ze mną i...
- Iść? Gdzie? Wyprowadzasz się!? –
byłam tak zaskoczona decyzją mamy, że złość która była we mnie wyparowała,
została jednak zastąpiona smutkiem.
- Spokojnie… Oczywiście będziesz
mogła się do nas wprowadzić kiedy tylko będziesz chciała! – zapewnił mnie …
nowy pseudo tata? Nie byłam tym ani trochę zachwycona, jednak miałam zamiar
uszanować zdanie mamy. Odkąd zaczęły się te kłótnie mama cały czas płakała,
złościła się i denerwował. Teraz będzie mogła się uspokoić i zrelaksować. Co
prawda te wszystkie kłótnie były przez tatę. Go jako pierwszego znienawidziłam.
Potem przez tatę musiałam zerwać z chłopakiem, a ich kłótnie doprowadzały mnie
coraz bardziej do szału. Nie miałam więc najmniejszej ochoty zostawać z tatą w
domu do mojej osiemnastki. No i musiałam oczywiście pokazać temu facetowi mamy,
że go nie lubię. Musiałam z nimi zamieszkać, innego wyjścia nie było - według
mnie - ale nie teraz.
- U mnie w domu będziesz zawsze
mile widziana – powiedział mężczyzna. Wstał i podał mi rękę. Ja skrzywiłam się,
odchrząknęłam i spojrzałam się na mamę.
- Chcesz coś powiedzieć? – kiwnęłam
twierdząco głową na pytanie mamy.
- Zatem cię słuchamy – mężczyzna spojrzał
się na mnie uradowany tym, że sprawa –według niego- została wyjaśniona.
- Żebyście sobie nie myśleli za dużo,
bo ja nic nie zdążyłam na ten temat powiedzieć….
Po pierwsze: Mogłaś mi wcześniej powiedzieć
mamo, że już kogoś sobie znalazłaś. Może wtedy zaakceptowałabym zaistniałą
sytuację.
Po drugie: raczej nie zamierzam z
wami na razie zamieszkać, ponieważ nie akceptuję twojego nowego faceta. Nie
zamierzam go zaakceptować dopóki nie pokaże mi, że nic ci przy nim nie grozi i,
że jest odpowiednim typem na twojego narzeczonego. Na wasz ślub raczej też nie
zamierzam przychodzić. Przepraszam mamo...
Skończony monolog został uczczony
przez mamę strumykiem łez. Wybiegła z mojego pokoju, a jej facet spojrzał na
mnie złowrogo i pobiegł za mamą. Byłam oczywiście zła na siebie bo nie chciałam
zasmucać mamy. Jednak nie zamierzałam zmieniać zdania. Byłam mimo wszystko. dumna
z siebie, że się nie poddałam. Może to i z mojej strony nie było właściwe
zachowanie, ale przynajmniej będę wiedziała, że do podjęcia tej decyzji się nie
zmuszałam.
******
Dzień minął mi dosyć zwyczajnie. Lekcje
w szkole, przerwy spędzone z przyjaciółkami, plotki szkolne o chłopakach.
Wszystko było wspaniale!
Ale…. Zawsze musi być jakieś „ale”…
Może nikt tego nie chce ale bez tego „ale” byłoby zbyt idealnie. Otrzymałam
telefon z pracy. (W poprzednim poście dowiadujemy się o jej pracy. Dop.aut.)
Nie byłam zadowolona. Bo musiałam zerwać się z lekcji. Czego nie lubiłam.
Podniosłam rękę i zgłosiłam nauczycielowi, że źle się czuję i potrzebuje iść do
pielęgniarki. Przed wejściem do gabinetu pielęgniarki połknęłam tabletki
powodujące wymioty, które dostajemy z pracy aby zrywać się z lekcji. Zabójcy to
w większości młode osoby.
U pielęgniarki mówiłam, że się źle
czuję i po chwili zwymiotowałam. Pielęgniarka napisała mi usprawiedliwienie i
mogłam wyjść ze szkoły.
Wychodząc zobaczyłam moje
przyjaciółki.
- Saphie, Jessi, a wy co tutaj
robicie? – zapytałam szczęśliwa.
- Dostałyśmy wezwanie, ty też? –
odpowiedziała Jess.
- No! – Byłam bardzo zadowolona. Bo
oznaczało to, że będziemy ze sobą współpracować.
- No i super! – stwierdziła Saphie.
Myślę, że była tak samo jak ja uradowana z tej sytuacji. Poszłyśmy do budynku
naszej Gildii… Mafii… czy jak kto tam woli to nazywać! Nasza grupa nie jest
ukrywana. Nikt nie wie o tym co robimy. Ludzie z zewnątrz myślą, że jesteśmy firmą
tworzącą leki i inne takie. Jest tak tylko w jednej piętnastej. To piętnaście
dzieli się na tyle samo sektorów. Nasza ”Firma” współpracuje z instytutem
jakimśtam. A ten instytut z kolei zajmuje u nas aż pięć sektorów! Niektórzy
pracownicy robią dla niego (instytutu dop.aut.) za króliki doświadczalne. Ja także
robiłam tak jak byłam młodsza. A potem jeden z lepszych pracowników Firmy zainteresował
się mną i mnie wytrenował. Potem pojechałam Do Shashiny miasta w którym odbywają
się testy na dany rodzaj pracownika. Z początku chciałam być, Karsha, albo
Torsha, ale mój nauczyciel stwierdził, że ja nadaje się na Syanka. Podjęłam się
testu na Syanka i zdałam! Byłam dumna z siebie! Ot moja krótka historia. O tym
jak dowiedziałam się o ”Firmie” i kto mnie wkręcił opowiem innym razem.
Wjechałyśmy na trzynaste piętro budynku. Prosto do Lidera. Szefa
wszystkich Szefów, tego który jest tu najsilniejszy i jest głową tej całej
wielkiej ”rodziny”. Poinformował on nas, że ogłoszenie na misję która była zamieszczona
na naszej stronce internetowej zostało już przyjęte przez niego. Te misję
chciał on przydzielić nam.
Szczere uśmiechy wykwitły na
naszych twarzach. Ale….
C.D.N…
Rozdział raczej krótszy.... Podobał się?
Liczę na może jakiś komentarz. Bo
historia dopiero się rospoczyna…
Bądźcie cierpliwi! Zapraszam do
dalszego czytania!
Krótki!!! Chcę więcej!!!
OdpowiedzUsuńCo się stanie dalej?! Cem wiedzieć jako pierwszy!
Baj de łej.... Czyżbyś nareszcie zrobiłaś użytek ze swojego brudnopisu?
Będę czekał na ciąg dalszy! XD