02.09.2015r – 15:03
….
- Taresha – głos lidera przywrócił mnie
do rzeczywistości - On będzie z tobą współpracował, a jeżeli zrobisz mu
krzywdę… - groźba od lidera… przeszedł mnie dreszcz po jego spojrzeniu….
Jednak szczerze bardziej bałam się
naszego lidera. Był dużo gorszy od Discorda i Madary razem wziętych.
- Wszystko jest zapisane tutaj –
wskazał na dokumenty na biurku, podeszłam powoli i je zabrałam. Lider spojrzał
na mnie dziwnym wzrokiem, tak jakby patrzał na mnie przez mgłę. Szybko
wyszłyśmy z gabinetu lidera.
- Mamy z nim współpracować?! –
Saphie była bardzo zdenerwowana. Końcówki
jej włosów zaczęły się powoli unosić. Spojrzałam na Jessie, która nie
wyglądała na zadowoloną z decyzji Lidera. Ale wszystko mogło być gorzej, więc
wolałam nie sprzeciwiać się woli szefa. Spojrzałam znowu na Saphie. Pamiętam
ten dzień w którym się spotkałyśmy po raz pierwszy. Byłyśmy na arenie, miałyśmy
zacząć walkę kiedy wparowała Jessie. Chciała uratować Saphie bo jej zdaniem nie
była gotowa do walki ze „Specjalnym Projektem” – bo tak mnie wtedy nazywali –
miała zamiar odciągnąć ode mnie Saphie i bardzo przepraszała twierdząc, że to
nieporozumienie. Ja jednak skoczyłam w
ich stronę z zamiarem zaatakowania ich i nie obchodziły mnie wtedy jej słowa.
Saphie i ja zmieniłyśmy formy i walka się zaczęła. Padały mocne ciosy jednak
moje ciało było po specjalnej operacji. Operacja ta miała zapewnić mi
nieśmiertelność i natychmiastową regenerację. Dlatego też Jessica musiała
szybko zareagować bo Saphira wtedy była lekkomyślna. Tak samo jak ja.
Wszystkie byłyśmy projektami.
Jessie okazała się być przypadkowa, a my planowane. Jednak i ona miała w sobie
coś z nieugiętego potwora. Wszyscy twierdzili, że nasze trio było niepokonane.
Wszystkie trzy byłyśmy w stanie pokonać każdego, dosłownie każdego. Nawet
naszego szefa którego ogólnie się tak bardzo bałyśmy. Zaprzyjaźniłam się z
dziewczynami i zaczęłam spędzać z nimi więcej czasu, co zaniepokoiło instytut.
Było wiele różnych projektów które były bardzo potężne. Instytut tworzył rzeczy
o których zwykły człowiek powiedziałby, że nie istnieją np.: Wampiry… Tak!
Naprawdę wampiry istnieją! Aż trudno uwierzyć, co nie? No a do tego znam ich
parę. Np.: Należący do organizacji Hellsing: Pan ciemności, Władca mroku,
Nosferatu, Wspaniały Alucard! Jest to najstarszy z wampirów jednak, co jest
najdziwniejsze, nie został on stworzony przez instytut. Fascynujące żyjątko,
które żyje około 567 lat. Chyba nikt nie zna jego historii, no a sam Alucard
nie jest zbytnio rozmowny. chociaż może jest inny, tak naprawdę to nikt, poza
osobami z organizacji Hellsing, go „nie zna”. Pamiętam jak w wieku 8 lat gdy po
raz pierwszy go zobaczyłam, zakochałam się w nim. Alucard miał wtedy załatwić
parę spraw w instytucie za swoją szefową. Jego sposób na rozwiazywanie różnych
problemów jest bardzo fajny i wyjątkowo przypadł mi do gustu. Zastraszyć,
zaszantażować, zgodzić się na sojusz i na koniec zrobić rozpiździel zabijając
wszystkich. Kiedy wszedł do sali w której miał wszystko „Obgadać” z ludźmi z
instytutu stwierdziłam, że chcę to zobaczyć. Weszłam do szybu wentylacyjnego i
obserwowałam całe zajście. Dokładnie pamiętam ten jego uśmiech po którym za
każdym razem kiedy go sobie przypominam przechodzi mnie przyjemny dreszcz po
plecach. Teraz jak pomyślę o tym, że wampiry istnieją to żadnej reakcji… Ale
gdyby ktoś powiedział mi to gdybym była zdrowym, zwykłym człowiekiem, padłabym
ze śmiechu jak każdy. Gdybym jednak zobaczyła taką bestię będąc człowiekiem
zapewne wrzeszczałabym coś w stylu: „Potwór! Nie zabijaj mnie!”, „O boże!
Bestia! Uciekajmy bo nas jeszcze zabije!” albo
„Ja nie chcę ginąć! Nie zabijaj mnie potworze!”. Każdy człowiek jest
taki sam! Najpierw stwierdzimy, że coś nie istnieje, a potem będziemy
wrzeszczeć przerażeni. Instytut nauczył mnie, że gdybym się zaprzyjaźniła z
jakimś człowiekiem, to albo musiałabym go zabić albo zostawić to dla instytutu.
Osobiście zabiłam przyjaciół bo albo zrobiłby to instytut albo oni sami. Tę
możliwość dałabym im ja i instytut, jednak moi przyjaciele woleli być zabici
przeze mnie. Nie chciałam tego robić, ale musiałam, nie chciałam żeby spotkało
ich to co mnie bo wiem, że instytut by ich nie zabił. Przeprowadzałby na nich
bolesne eksperymenty. Właśnie tak się o wszystkim dowiedziałam. Przyjaźniłam
się kiedyś z Katlain, miłą oraz niewyglądającej na seryjnego zabójcę
ośmioletnią dziewczynkę. Dała mi wybór. Ja powiedziałam jej, że nie chcę
umierać, ona stwierdziła, że nie chce mnie zabijać więc stworzyłyśmy plan,
który wydawał nam się wspaniały. Jednak w rzeczywistości ten niedoskonały plan
nigdy nie mógłby się powieść. „Firma” stwierdziła, że skoro ona nie chce mnie
zabić to zajmie się tym instytut. Jednak instytut ukrył mnie i zamienił moje
ciało ośmioletniego chłopca na nowo narodzoną dziewczynkę, bo dziecko które
urodziła moja mama było martwe. Mama nie wie o wszystkim, dlatego się mną zajmuje.
**************************
02.09.2015r. – 21:21
Szłam korytarzem domu mojego
pseudo taty….Spojrzałam na telefon. „Godzina o tej samej liczbie minut … hmmm….
Ktoś o mnie myśli?” – pomyślałam. Byłam cały dzień niespokojna i rozdrażniona.
Musiałam wyładować na kimś moją złość i na moje nieszczęście trafiłam akurat na
mojego….. zleceniodawcę lub inaczej: nowego pseudo tatusia.
- Oh! Właśnie miałem do ciebie
przyjść! Cieszę się, że cię teraz widzę bo…
- Bez wzajemności – przerwałam mu z
uśmieszkiem.
- No cóż miałem z tobą porozmawiać…
- O nie! Wal się! Dziś już dość
zepsułeś mi humor, a jeżeli jeszcze raz się odezwiesz szczelę ci w ryj…! Czyli w
skrócie dla nie rozumnych milcz kiedy do mnie rozmawiasz! – powiedziałam idąc
przed siebie.
- Nie ma to jak poprawna
japońszczyzna…. – puścił do mnie oczko i uśmiechnął się. Nie miałam zamiaru
odwzajemniać tego gestu gdyż byłam zua.
- Taa… czegoś chcesz czy masz
zamiar marnować mój cenny czas? – zapytałam unosząc jedną brew.
- Twoja matka ma niedługo urodziny
i… - oczywiście ja musiałam mu przerwać bo ten skończony idiota bodajże chce
żebym się do niego przeprowadziła.
- Nie!... Ja robię ciasto…. A ty… A
ty…. – stanęłam w miejscu i przyjrzałam mu się z góry na dół, po czym
stwierdziłam - Ty możesz iść się jebać! -
obróciłam się na pięcie i odeszłam w
stronę mojego pokoju…1
- Stój! - zawołał i za mną pobiegł – twoja matka
chciała żebyś z nami zamieszkała! Bardzo za tobą tęskni i myślę, że to byłby
dla niej najlepszy prezent.
- Ty mi tego nie odpuścisz no nie?
- Nie….
- Kurwa…. – „Jeżeli się nie zgodzę to wyjdę na wyrodną
córkę…. Kurwa, że też ten gościu musiał się mnie o to zapytać akurat dzisiaj i
akurat teraz….” – pomyślałam. Szybko rozważyłam wszystkie za i przeciw, po czym
odpowiedziałam - okej
C.D.N
Starałam się dać posta szybciej jednak wakacje
i te sprawy…. No! ^w^ W następnym miesiącu Post pojawi się na pewno 26 w sobote o godz.: 17:30
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz